05 marca 2012


Dawno nie pisałam, ale to przez okropne zimowe rozleniwienie. Zima jakoś tak zleciała mi bardzo szybko, a to za sprawą spędzania ogromnych ilości czasu na poprawkach tekstu pracy w ciepłym pokoju zamiast na przemrażaniu się na zewnątrz. W końcu przestałam orientować się jaki jest dzień tygodnia, ale nie tęskniłam za odmierzaniem czasu. Miałam co robić i czym się bawić. Jeszcze w styczniu dotarła do mnie przesyłka z kupionym kołowrotkiem. Zanim przyszło mi zmierzyć się z jego rozgryzieniem minęło trochę czasu.
Nowy nabytek był w dosyć dobrym stanie wizualnym, ale wymagał niewielkich napraw oraz usprawnień. Mój zakup ma 30 lat, więc nie jest źle.Widać też, że kołowrotek posmakował jakiemuś szczeniakowi, ale mniejsza o to ;)
Na początek należało zająć się sklejeniem niewielkiego pęknięcia. Przyszła też pora na mocowanie pedała do napędu, nie wygląda szczególnie dobrze, ale działa ;) Na razie kołowrotek chodzi na sznurówce, chociaż to rozwiązanie tymczasowe do pierwszych prób.
Oczywiście rozpoczęłam z angorą, na zdjęciu powyżej czarna angora na mniej puchato. U tej odmiany barwnej wychodzą bardzo ciekawe cieniowania. Wierzchołki włosów są ciemniejsze niż ich część przy skórze.
To jak się przędzie zależy w dużym stopniu od długości wełny i tego jak była pozyskana. Próbowałam już strzyc, skubać i wyczesywać, ale o tym innym razem. Najlepiej przędzie się wełna skubana, jednak chcąc nie chcąc ma się też wełnę czesaną. Nie obejdzie się też bez strzyżenia minimum 2 razy w roku.

Wrzeciono zostaje mi na czas zajęcia rąk kiedy jestem daleko od domu.

12 stycznia 2012

Praca inżynierska już prawie skoczna, została już tylko kosmetyka i można byłoby iść na egzamin... Tak można byłoby, ale się nie opłaca. Wszyscy stypendyści, z resztą ja też, będą czekać do lutego, aby nie przepadły nam pieniądze, które powinna nam wypłacić uczelnia jako stypendium. Trochę to głupie, ale każde pieniądze liczą się dla nas. Raczej nikt nie chce stracić tego co wypracował rok wcześniej przez naukę, więc czekamy...

02 stycznia 2012

2011 podsumowanie

Po krótkim zastanowieniu mój rok był jak w chińskim kalendarzu rokiem królika, co mieli okazję obserwować wszyscy w moim otoczeniu. To króliki nakręcały większość tego co działo się i w czym miałam okazję uczestniczyć. Dzięki nim poznałam wielu ciekawych ludzi. Zobaczyłam też ciekawe miejsca związane z nimi. Przez 3 tygodnie uczestniczyłam także w pracy dużej jak na polskie warunki fermy królików w Instytutu Zootechniki w Chorzelowie i wyniosłam z tego bardzo dużo ciekawych przemyśleń.
Najważniejsze z tego wszystkiego jest jednak to iż króliki zmobilizowały mnie do nauki przędzenia, co najbardziej mnie cieszy.