Przeleżał bez zmian prawie rok. Pewnego dnia przyszła na niego pora. Jego beznadziejny stan był odzwierciedleniem tego jak beznadziejnie się czułam w duchu. I z nim i ze mną gorzej już nie mogło być. W takim wypadku nie było nic do stracenia. Nożyczki w dłoń i tniemy:
...gorzej...
Jak widać nie wygląda to dobrze. Po ściągnięciu koszulki i powłoki manekina dobrałam się do warstwy filcu. Brało mnie zwątpienie, ale co robić? Z nim jest źle, ze mną źle, więc jaka to różnica?Odkurzyłam go i wyczyściłam. Widać było na nim skutki wilgoci. Zdeformował się w niektórych miejscach.
Po odłączeniu spodniej, drewnianej części okazało się, że jednak ma coś w środku. Jego wnętrze okazało się być niemieckojęzyczne, a do tego świąteczne i wiekowe. Wyklejony był od środka kartkami z niemieckiego kalendarza. Tylko co robiły w środku kartki rodem z lat 20.?
Teraz manekin jest już po trochę naprawiany. Mam nadzieje,że pomogą bandaże z wikolem i kilka innych rzeczy. Wciąż jednak mam problemy z naprawą deformacji. Przy zbyt mocnym kształtowaniu mogę go zepsuć do końca.
